Recenzje książek z biblioteczki Magdaleny Szyszki
Blog > Komentarze do wpisu

Henning Mankell"Morderca bez twarzy"

Pierwsze spotkanie z Kurtem Wallanderem
„Morderca bez twarzy" rozpoczyna serię powieści kryminalnych Mankella, których głównym bohaterem jest Kurt Wallander, komisarz Policji w YStadzie. W niczym nie przypomina on stereotypowego gliny z amerykańskich, a ostatnimi czasy i polskich filmów. Wallander nie jest napakowanym twardzielem, łamiącym bez skrupułów kobiece serca. Ot, po prostu normalny facet po czterdziestce, amator muzyki operowej, nieszczęśliwy, bo świeżo opuszczony przez żonę. Nie potrafi nawiązać kontaktu z córką Lindą, nie radzi sobie ze swoim życiem i ze sobą, a nawet z własną nadwagą. Jest za to świetnym policjantem, ma analityczny umysł, duże doświadczenie i niezwykłą wprost intuicję. Oczywiście gliniarz z problemami nie jest niczym nowym w powieściach kryminalnych, ale może dzięki temu łatwo się do niego przywiązać. W powieści tej Kurt Wallander rozwiązuje zagadkę bardzo brutalnego zabójstwa w niewielkiej wiosce nieopodal Ystad. Zamordowany zostaje spokojny, starszy człowiek, a jego żona w stanie krytycznym trafia do szpitala. Śledztwo jest trudne i żmudne, ale dobry policjant nie może się poddać. Podczas tropienia zabójcy Wallander wciąż martwi się o córkę, podejmuje rozpaczliwe próby odzyskania żony, odwiedza starego ojca, któremu zdarzają się różne wyskoki. Przeżywa nawet pewne zauroczenie atrakcyjną panią prokurator, która czasowo zastępuje na tym stanowisku jego przyjaciela. Surowy, skański klimat i krajobraz niewątpliwie stanowią dobre tło dla takiej historii. Choć Wallander jest głównym bohaterem, współpracuje z nim grupa kolegów, w tym ten najbliższy przyjaciel i świetny, starszy policjant Rydberg. Towarzysząc im podczas śledztwa dowiadujemy się bardzo dokładnie, co myślą, w jaki sposób analizują przebieg zdarzeń i poszukują jakichkolwiek śladów. W trakcie śledztwa pojawia się podejrzenie, że sprawcami mogą być cudzoziemcy. Wywołuje to w lokalnej społeczności niesamowitą falę oburzenia i krytyki szwedzkiej polityki, polegającej na udzielaniu schronienia ogromnej liczbie uciekinierów z innych krajów. Z tym też grupa dochodzeniowa musi sobie poradzić. Książka interesująca i wciągająca. Z czasem wychodzi na jaw, kim naprawdę był zamordowany staruszek i można się zacząć poważnie zastanawiać, ilu jest wokół nas takich jak on, którzy żyją skromnie i spokojnie, a tak naprawdę niemało ukrywają przed światem, nawet przed najbliższymi. Nie zawsze też wiadomo, po co właściwie to robią. Wallander często w rozmowach ze schorowanym Rydbergiem analizuje rzeczywistość, w której obydwaj żyją i pracują. Przeraża ich wzrastająca liczba przestępstw, wzrost brutalności. Często zastanawiają się, jakich policjantów właściwie potrzeba w takich czasach. Czują, że innych niż oni, a przecież to właśnie oni najlepiej się sprawdzają. To, co mi się w tej książce niezbyt podoba to fakt, że czytelnik nie ma najmniejszych szans rozwiązać zagadki. Trudno nie odnieść wrażenia, że sam Wallander też rozwiązuje ją trochę przez przypadek, a trochę dzięki swej intuicji i spostrzegawczości. Do samego końca podążamy więc o krok za nim i tylko tak możemy dojść, kto mógł coś takiego zrobić?. Przyznam, że ta powieść, choć niezła, nie powaliła mnie na kolana, czego się spodziewałam wiedząc, jak bardzo znane i cenione są książki Mankella na całym świecie. Może miałam zbyt wygórowane oczekiwania. Jednego jednak nie można jej odmówić, niewątpliwie wciąga. PO skończeniu, bez wahania sięgnęłam po kolejną część i niech to będzie moją rekomendacją.
wtorek, 12 lutego 2008, naturegirl

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:

link do Syndykat Zbrodni w Bibliotece

Loading
statystyka

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...