Recenzje książek z biblioteczki Magdaleny Szyszki
Blog > Komentarze do wpisu

Henning Mankell "Człowiek, który się uśmiechał"

Zabili go i uciekł
W tej powieści zastajemy Kurta Wallandera jeszcze bardziej zdołowanego niż zwykle. Po wydarzeniach opisanych w „Białej lwicy”, kiedy to zabił człowieka, nie potrafi się odnaleźć. Ucieka do Skagen, gdzie godzinami wałęsa się po pustym, zimnym nabrzeżu. Jest właściwie zdecydowany odejść z policji. Pewnego dnia zjawia się u niego znajomy adwokat prosząc, by pomógł mu rozwikłać zagadkę tajemniczej śmierci ojca, również adwokata. Mimo, iż za przyczynę oficjalnie uznano wypadek samochodowy, podejrzewa on, że mogło być inaczej. Wkrótce jednak sam ginie i to właśnie to wydarzenie sprawia, że Wallander powraca do pracy. Na miejscu, po pewnym czasie nieobecności, zastaje niemałe zmiany. Przede wszystkim, do zespołu dołączyła nowa osoba, w dodatku kobieta. Wallander, początkowo sceptyczny, stopniowo przekonuje się do niej. Tym razem czytelnik również niewiele wie o zbrodniach. Pierwszą zna z dość lakonicznego opisu, drugiej wcale. Tak naprawdę wie tyle co ekipa śledcza i podobnie szybko jak Wallander domyśla się, kto może za tym stać. Ma to wszystko związek z tajemniczą śmiercią pewnego urzędnika i bogatym właścicielem pobliskiego zamku, który uchodzi za przykładnego obywatela i wielkiego dobroczyńcę. Wydaje się, że początkowo tylko Wallander nie wierzy w jego nieskazitelność i wyczuwa zło maskowane przez uśmiech tego człowieka. Powieść ta jest również pewnym pretekstem do rozważań dotyczących kwestii różnic społecznych, traktowania biedniejszych przez bogatych oraz tego, ile można zrobić dla pieniędzy. Wychodzi na to, że właściwie wszystko ma swoją cenę i wszystko można kupić lub sprzedać, nawet życie ludzkie. Wallander przypomina sobie swoje dzieciństwo, ojca malującego wciąż ten sam pejzaż i handlarzy, którzy kupowali jego prace. Chyba nigdy nie zapomni, jak wielka dzieliła ich przepaść i jak bardzo uniżoną postawę prezentował jego ojciec. Mankel pokazuje również, jak łatwo ulec pokusie i pójść na współpracę ze złem, jak długo można się łudzić, że nie robi się nic złego i w końcu, jaką cenę można za to zapłacić. Powieść ta jest dynamiczna i wciągająca. Wallander, wkraczając w tajemnicy na terytorium wroga, jest zdany tylko na siebie, podczas gdy niebezpieczeństwo czai się dosłownie wszędzie. Myślę, że z tej powieści można by nakręcić niezły film sensacyjny, szkoda tylko, że najlepszym podsumowaniem tych sensacyjnych scen będzie słynne sformułowanie: zabili go i uciekł. Może to ciekawe i istotne, że Wallander potrafi ujść cało z każdej sytuacji, nawet takiej właściwie bez wyjścia, ale jest to wszystko dość naciągane i mało wiarygodne. Trochę szczęścia, trochę intuicji i pomysłowości, w sumie jednak to chyba jakiś cud. Nie mogę też nie wspomnieć o tym, że autor znowu zapomina, co pisał w poprzednich powieściach. PO raz kolejny mamy tu niedokładności i omyłki związane z czasem wydarzeń opisanych w poprzednich książkach. Powieść jest ogólnie ciekawa i dobrze się ją czyta, chwilami naprawdę trudno się od niej oderwać, ale jak się przyjrzeć bliżej i dokładniej, ma niestety trochę mankamentów.
poniedziałek, 16 czerwca 2008, naturegirl

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:

link do Syndykat Zbrodni w Bibliotece

Loading
statystyka

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...