Recenzje książek z biblioteczki Magdaleny Szyszki
Blog > Komentarze do wpisu

Henning Mankell"Fałszywy trop"

Szaleństwo bez granic
W piątej z kolei powieści kryminalnej z Kurtem Wallanderem w roli głównej, początek całej akcji dają dwa wydarzenia: zabójstwo starego człowieka, byłego ministra sprawiedliwości oraz tajemnicze samopodpalenie młodej dziewczyny na polu rzepaku. Pozornie są to dwie różne sprawy, przy czym oczywiście śledztwo w sprawie śmierci ministra jest priorytetowe. Szybko okazuje się, że padł on ofiarą seryjnego zabójcy, który uderza ponownie, wybierając ofiary wg trudnego do rozpracowania klucza. Zabija je w różny sposób, zawsze jednak skalpuje, co czyni sprawę jeszcze bardziej przerażającą i zagadkową. Jak to zwykle u Mankella bywa, czytelnik towarzyszy zarówno ekipie śledczej, jak i mordercy. Szybko orientuje się, kim on jest i cierpnie z przerażenia, gdy nieświadomy niczego Wallander staje z nim twarzą w twarz. Motywy nie są przez większość książki całkiem znane, ale nietrudno poskładać fragmenty układanki i zrozumieć, o co chodzi. Jak powszechnie wiadomo, w każdym szaleństwie jest jakaś metoda, w tym również. W powieści tej Mankell dokonał ciekawego zabiegu. Czytelnik zdaje sobie sprawę, że to co robi morderca jest chore, a jednocześnie niezwykle mu współczuje, bo problemy emocjonalne i wszystkie te zbrodnie zostały wywołane przez innych ludzi, nie liczących się z nikim i zaspokajających swoje chore fantazje. Tak naprawdę bowiem, u podłoża tych morderstw leży ogromna miłość, wielka tragedia, chęć pomszczenia krzywd i ocalenia osób najbliższych. Tematyka jest więc bardzo poruszająca i niełatwa. Jednocześnie jednak książka wciąga niezwykle. Nieznajomy, nieuchwytny, bosonogi potwór, czający się w mroku jak cień niesamowicie działa na wyobraźnię. Czytelnik wie, że on może się czaić wszędzie, że jest zwinny i porusza się praktycznie bezszelestnie. Najgorsze, że w końcu może zagrozić samemu Wallanderowi oraz jego córce, szaleństwo się pogłębia i trzeba je jak najszybciej okiełznać. Również samo rozwiązanie akcji jest poruszające i nie pozwala poczuć zwykłej ulgi, że oto morderca został schwytany. Czy wyrachowany, bezwzględny zabójca może płakać? Z tej książki można się tego dowiedzieć, a przy okazji podnieść sobie adrenalinę. Czytając tę książkę zauważyłam po raz kolejny, że powieści te tłumaczyły różne osoby i to niestety widać. To może drobiazg, ale wiele mówiący. W którymś momencie autor wraca do wydarzeń z poprzedniej części i pada stwierdzenie, iż Wallander dostał ikonę w prezencie od sekretarza zamordowanych adwokatów. W rzeczywistości otrzymał on ją od ich sekretarki. Prawdopodobnie w oryginale jest to jedno słowo, ale po polsku robi sporą różnicę. Najwidoczniej taki niuans uszedł uwagi zarówno tłumacza, jak i redaktora. Wracając do samej książki niezbyt mi się podoba sposób, w jaki Wallander dochodzi do tego, kto jest mordercą. Trudno się oprzeć wrażeniu, że dzieje się to przez przypadek. Oczywiście zdolność kojarzenia faktów głównego bohatera zasługuje na uznanie, ale tak naprawdę wszystko mu się rozjaśnia, gdy sobie przypomina słowa, które ktoś wypowiedział, dość przypadkowo. Gdyby one nie padły, może Wallander nie doszedłby do sprawcy. Znowu więc intuicja, przeczucia, itd. Zamiast faktów i dowodów. Przy piątej z kolei książce Mankella, z jednej strony można do tego nieco przywyknąć, ale z drugiej może to już naprawdę drażnić. Przyjmując jednak, że autor taki po prostu ma styl i sposób na rozwiązywanie problemów, książka jest dobra i z czystym sumieniem mogę ją polecić, tylko uwaga na sceny drastyczne!
poniedziałek, 16 czerwca 2008, naturegirl

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:

link do Syndykat Zbrodni w Bibliotece

Loading
statystyka

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...