Recenzje książek z biblioteczki Magdaleny Szyszki
Blog > Komentarze do wpisu

Ryszard Ćwirlej"Trzynasty dzień tygodnia"

Poznańskie szkieły znowu w akcji
„Trzynasty dzień tygodnia” to kolejna książka Ryszarda Ćwirleja, którego niedawno bardzo pochwaliłam za „Upiory spacerują nad Wartą”. Już sam tytuł drugiej powieści jest zachęcający, przynajmniej dla mnie, choć oczywiście przed przystąpieniem do lektury trudno się raczej domyślić, o co chodzi. Akcja została osadzona w Stanie Wojennym tzn. rozpoczyna się tuż przed jego wybuchem. Moim zdaniem jest to naprawdę świetny pomysł. Takie tło czasowe niemal automatycznie nadaje powieści pewien charakterystyczny klimat, nieco mroczny i intrygujący. Właśnie w tym bowiem momencie mają miejsce kolejne zabójstwa mężczyzn, którzy prawdopodobnie mieli w swoich mieszkaniach spore ilości gotówki w markach niemieckich. Prawdopodobnie, bo gotówka oczywiście ginie i zostają tylko banderole. Śledztwo prowadzą znani nam już z „Upiorów” policjanci z Marcinkowskim na czele, tylko nieco młodsi, bo upiory spacerowały, a raczej będą spacerować nad wartą kilka lat później. Milicjanci dochodzą do wniosku, że zabici mężczyźni byli bankierami Solidarności, którym Powierzono na przechowanie solidarnościowe pieniądze. Nie wszyscy bankierzy jednak zginęli. Ostatni z nich zdążył uciec przed aresztowaniem przez milicję i gdzieś się ukryć. Rozpoczynają się poszukiwania na szeroką skalę, przy czym każdy z jego uczestników ma inne zamiary. Marcinkowski chce przede wszystkim uchronić Mazurkiewicza przed ścigającym go prawdopodobnie zabójcą, funkcjonariusze SB chcą jedynie przejąć posiadane przez niego pieniądze. Poszukuje go również inny działacz solidarności, któremu udało się zbiec milicji w drodze do aresztu. Obraz całości co chwila komplikuje jakieś nowe wydarzenie, albo pojawienie się kolejnej postaci. Nic nie jest jasne i oczywiste. Autor wprowadza nam tu wiele wątków pobocznych i podsuwa mnóstwo tropów, a przecież wiadomo, że tylko niewielka ich część jest prawdziwa. Wszystko to jest bardzo misternie zbudowane, przemyślane, logiczne. Do tego to nie jest tylko kryminał, ale i powieść sensacyjna. Milicyjne akcje, ucieczki, pogonie, bijatyki są tu normą, a wszystko to bardzo mocno trzyma w napięciu dosłownie do samego końca. Znowu pochwała za to, że czytelnik otrzymuje wszystkie niezbędne informacje. Tylko na końcu jedna rzecz zostaje przed nami na chwilę zatajona, ale w sumie dojść do niej możemy dokładnie tak samo, jak uczynił to Marcinkowski. Końcówka jest absolutnie zaskakująca. Pisałam już, że w „Upiorach” zgadłam, kto był mordercą. Tutaj rozwiązanie kompletnie mnie zaskoczyło, a przecież raczej uważnie zawsze śledzę akcję i intensywnie wysilam szare komórki. Oczywiście, jak poprzednio, mamy PRL i Stan Wojenny w czystej postaci. Brak podstawowych produktów, trzaskający mróz, koksowniki, akcje przeciwko Solidarności, rozgrywki i przepychanki pomiędzy milicją i SB. To wszystko powoduje, że powieść jest jeszcze ciekawsza, ma swój charakterystyczny klimat. Całości smaczku dodaje ta specyficzna, poznańska gwara. No i oczywiście znowu alkohol się leje strumieniami. Wiele sytuacji zostało przedstawionych z niesamowitym humorem i dystansem. Autor nie traci zresztą poczucia humoru do samego końca. „Trzynasty dzień tygodnia” to jedna z tych książek, od których naprawdę trudno się oderwać, obojętnie, czy właśnie dzwoni telefon, czy jest środek nocy i wiadomo, że wstanie rano do pracy będzie graniczyło z cudem. Postaci są jak zwykle dobrze i barwnie nakreślone. Autor w ogóle zwraca dużą uwagę na szczegóły, nawet smak bimbru produkowanego przez pewną staruszkę dokładnie nam opisał. Wszystko to niesamowicie mi się podoba tzn. nie, żeby mnie jakoś szczególnie interesował smak bimbru :)), ale tak w ogóle, podoba mi się ta szczegółowość i precyzja. W sumie mam pewien kłopot z tą książką, bo już tyle pochwał skierowałam w stronę poprzedniej, że teraz czuję, że zaczynam się powtarzać. Książki te mają pewne cechy, które są już chyba znakiem rozpoznawczym autora i jest to ich kolejny, ogromny atut. Bardzo mnie cieszy, że przy całej swojej pomysłowości, pan Ćwirlej nie zmienia tego, co było i jest w jego twórczości dobre. Tyle tylko, że moim zdaniem, „Trzynasty dzień tygodnia” jest jeszcze lepszy. Jeżeli każda kolejna powieść pana Ćwirleja będzie lepsza od poprzedniej, to po prostu nie mogę sobie wyobrazić, jakie będą następne. Bardzo polecam tę pozycję wszystkim wielbicielom naprawdę dobrych kryminałów i tym, którzy lubią klimaty PRL-u i Stanu Wojennego. Cieszę się bardzo, że w Polsce mamy tak świetnego autora tego typu powieści. Może warto byłoby zresztą książki te przetłumaczyć na inne języki, żeby świat miał szansę je poznać. Nie wiem wprawdzie, czy te realia nie byłyby tu barierą, no i martwi mnie trochę, że Polacy wyszliby na jeszcze większych pijaków niż uchodzą teraz, ale jeśli nie na całym świecie, to w krajach, które również zaznały tamtego „fantastycznego” ustroju, na pewno książki by się spodobały. Tylko co zrobić z tą poznańską gwarą? Idę o zakład, że nikt, kto lubi taką literaturę, nie pożałuje, że przeczytał tę książkę. Obie powieści zresztą polecam i pożyczam wszystkim czytającym znajomym i krewnym, bo naprawdę warto. Okazuje się, że jest jeden pożytek ze szczęśliwie minionego ustroju, można w nim bowiem osadzić akcję świetnych, kryminalnych powieści. Jak dla mnie jest to absolutny strzał w dziesiątkę i tak trzymać.
piątek, 16 stycznia 2009, naturegirl

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:

link do Syndykat Zbrodni w Bibliotece

Loading
statystyka

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...