Recenzje książek z biblioteczki Magdaleny Szyszki
Blog > Komentarze do wpisu

Aravind Adiga "Biały tygrys"

To nie Bollywood, to prawdziwe Indie
„Biały tygrys" to debiutancka powieść tego autora. Czy można sobie wymarzyć lepszy debiut? W 2008 r. uhonorowano go za tę powieść prestiżową nagrodą Bookera. Bohaterem powieści jest Balram, człowiek urodzony w niewielkiej wsi gdzieś nad brzegiem Gangesu. W listach do premiera Chin opowiada o swoim życiu niemal od samego początku. O biedzie, w jakiej się wychował, o tym, że nie dano mu nawet imienia, o szkole, która była farsą, a której i tak nie dane mu było skończyć. Balram był bowiem człowiekiem z niskiej kasty cukierników, skazanym na bycie nikim w swoim kraju. Otaczający go ludzie zdawali się pogodzeni ze swoim losem, on jednak był inny. W dzieciństwie został nazwany białym tygrysem, istotą, która przychodzi na świat tylko raz na pokolenie. Był bowiem inteligentnym, bystrym chłopcem z dużym pędem do wiedzy. Pierwszą w rodzinie osobą umiejącą czytać i pisać. Gdyby to był inny kraj, pewnie skończyłby szkołę, może poszedłby na studia, został kimś. Ale nie w Indiach. Szczytem ambicji rodziny co do Balrama była praca kierowcy, pod warunkiem, że prawie wszystkie zarobione pieniądze oddawał bliskim. Bohater od samego początku daje do zrozumienia, że uwolnił się z kajdan, bo nie był w stanie spędzić całego życia w „kojcu dla kogutów”. Służąc swojemu panu nie tylko jako kierowca, coraz boleśniej przekonywał się o swojej niskiej pozycji. Ludzie tacy jak on byli przeznaczeni do służenia, do bicia uniżonych pokłonów, do mieszkania w piwnicach z karaluchami. Balram nie tai również it ej smutnej prawdy, że żeby się wyzwolić, musiał zabić swojego pana i zabrać jego pieniądze. Jest to czyn straszny, z czego on sam zdaje sobie sprawę. Jednocześnie jednak uświadamia nam, że tak naprawdę nie było innego sposobu, że w tym kraju jedynie posuwając się do zbrodni, można zacząć normalne życie. On tak naprawdę nie chciał wiele, tylko tyle, żeby „ludzie żyli jak ludzie, a zwierzęta jak zwierzęta”, sam bowiem nie żył jak człowiek, ale właśnie jak zwierzę, którym się pomiata, a w razie potrzeby, poświęca bez żalu. Czytając tę książkę dość długo byłam przekonana, że narrator cofa się znacznie w czasie i opowiada o tym, co było przed laty. Cały malowany przez niego obraz Indii sprawia, że po prostu nie można uwierzyć, żeby tak było nadal. I nagle pojawił się telefon komórkowy, który uświadomił mi, że to nie są Indie kiedyś tam, ale całkowicie współczesne. Podczas gdy ja siedzę wygodnie, w ciepłym domu i rozkoszuję się książką, tam w Indiach są ogromne rzesze takich jak Balram, którzy choć są przecież w zdecydowanej większości, nie potrafią się wydostać z kojca. Indie to bowiem kraj wielkich kontrastów. Z jednej strony szklane, nowoczesne biurowce, centra handlowe, siedziby wielkich firm, najlepsze hotele, z drugiej przerażające slumsy, zapadłe i zapomniane przez wszystkich wsie, gdzie od wieków nic się nie zmienia. Gdzie indziej bowiem, w bardzo nowoczesnych apartamentowcach, robi się od razu specjalne pomieszczenia dla służby, oczywiście w piwnicach? Książka jest świetnie napisana, oderwać się od niej trudno, choć to co czytamy, jest naprawdę przerażające. Aravind Adiga wydaje się być głosem tych najniżej stojących, najbiedniejszych Hindusów, prawdziwym głosem, nie obłudnym i przekupnym, jak politycy, na których również nie zostawia suchej nitki. Można by powiedzieć, że w miarę oczytany i zorientowany człowiek wie o tym wszystkim. O systemie kastowym, o kontrastach itd., ja też o tym wiedziałam, a jednak historia jednego człowieka, nawet fikcyjna, osnuta na tle tego wszystkiego, jest znacznie bardziej sugestywna niż proste fakty i statystyczne dane. Widzimy nie tylko społeczeństwo tego kraju, ale przede wszystkim dramat jego mieszkańców. Autor przecież doprowadza nas tak naprawdę do konkluzji, że Balramowi należałoby wybaczyć zbrodnię, bo popełnił ją walcząc o życie nie tyle lepsze, co po prostu godne człowieka. Czy w Indiach tylko tak można się wyzwolić? Stwierdzam z całą stanowczością, że Aravind Adiga zasłużenie otrzymał tę nagrodę i bardzo się cieszę, że książka ta została szeroko doceniona. Polecam ją wszystkim tym, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś o prawdziwych, współczesnych Indiach, a zwłaszcza wielbicielom bollywoodzkich produkcji, z których można wyciągnąć fałszywy wniosek, że Indie są radosne, roztańczone, rozśpiewane i pokryte grubą warstwą lepkiego, słodkiego lukru. Tymczasem prawdziwe Indie są przecież od tego wizerunku tak odległe i tak niechętnie pokazywane ludziom kultury zachodniej. Po przeczytaniu tej książki wiem, że Bollywood to nie jest lekka i przyjemna rozrywka, to po prostu bezwstydna propaganda, jawna drwina i kpina z prawdy i ze wszystkich ludzi, którzy najlepiej ją znają. Nigdy nie lubiłam tych filmów, ale teraz napawają mnie po prostu odrazą!
środa, 11 lutego 2009, naturegirl

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:

link do Syndykat Zbrodni w Bibliotece

Loading
statystyka

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...