Recenzje książek z biblioteczki Magdaleny Szyszki
Blog > Komentarze do wpisu

Bernhard Schlink "Lektor"

Historia pisana wstydem

Po „Lektora" sięgałam pełna wielkich nadziei, tyle czytałam pozytywnych recenzji tej książki. Jednocześnie wiedziałam, że niebawem obejrzę film i chciałam najpierw przeczytać powieść. Oczywiście było to dobre posunięcie. W tej chwili trudno mi pisać tę recenzję, bo mam wrażenie, że o tej książce już niemal wszystko napisano, a bardzo nie lubię powtarzać czegoś po innych czy wielokrotnie wałkować tego samego. Uprzedzam, że jest to recenzja raczej dla tych, którzy już książkę czytali.

„Lektor” to interesująca i raczej nietypowa historia romansu 15-latka z o ponad 20 lat starszą kobietą. Motyw być może nienowy, ale ciekawy i kontrowersyjny. Przez dużą część książki można odnieść wrażenie, że relacja tych dwojga opiera się głównie na seksie. Michael oczywiście twierdzi, że naprawdę kocha Hannę, ale co o miłości może wiedzieć 15-latek?

Bardzo ciekawym i klimatycznym elementem jest owo słynne czytanie książek. Hanna twierdzi, że lubi dźwięk głosu Michaela, lubi, kiedy ktoś jej głośno czyta. Ja dość szybko nabrałam podejrzeń co do tej kwestii. Przypuszczam, że prawie każdy już zna tę historię, nie będę więc taić, że Hanna po prostu nie potrafi czytać, co stara się bardzo skrzętnie ukrywać.

Po latach, gdy dawni kochankowie spotykają się na Sali sądowej, on jako student prawa obserwujący procesy nazistowskich zbrodniarzy, ona jako oskarżona w takim właśnie procesie, Hanna nadal ukrywa swój analfabetyzm. Jest w stanie do wszystkiego się przyznać, wszystko znieść, byle nie ujawnić tego faktu. Ten proces jest zresztą bardzo interesujący pod wieloma względami. Ukazuje sposób myślenia prostych ludzi, którzy w obozach koncentracyjnych wykonywali po prostu swoje obowiązki. Daleka jestem od bronienia ich, bo zbrodnia jest zbrodnią, faktem jest jednak, że tego typu pionki wykonywały swoje zadania często nie rozumiejąc, że jest to coś zasługującego na potępienie. Szokujące, ale prawdziwe. Przecież nawet sam sędzia nie wie tak naprawdę, jak odpowiedzieć na niespodziewanie zadane przez prostolinijną Hannę pytanie: „A co pan by zrobił?” Wiele pytań i wątpliwości powstaje na tym tle, bo tak trudno poznać istotę ludzkiej natury. Sam bohater nie potrafi się również jednoznacznie określić. Z jednej strony nie odwiedza Hanny w więzieniu, nie dzwoni do niej, nie przekazuje żadnych informacji czy choćby zwykłych pozdrowień. Z drugiej strony przez wiele lat nagrywa książki na kasety i jej przesyła. Hanna wiele rzeczy zaczyna rozumieć dopiero wówczas, gdy uczy się czytać. Literatura w niemałym stopniu jej uświadamia, w czym brała udział. Ta świadomość jednak musi ją prędzej czy później zniszczyć.

Zakończenie jest wstrząsające, ale absolutnie do przewidzenia. Właściwie nie mogłam sobie wyobrazić, żeby było inaczej, że po wyjściu Hanny z więzienia mogłoby istnieć coś jeszcze. Ona pojęła bardzo dobrze, że nie wejdzie już do tej samej wody i niczego dla siebie nie ocali. Ta sama duma, która nie pozwalała jej latami przyznać się do analfabetyzmu sprawiła, że zdecydowała odebrać sobie życie.

Film jest dość wierną ekranizacją powieści, przynajmniej w stosunku do wielu innych. Moim zdaniem jest świetnie zrobiony i naprawdę poruszający. Pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się coś takiego, że ekranizacja znacznie bardziej mnie uderzyła po emocjach niż książka. Nie umiem powiedzieć, dlaczego się tak stało. Zabierając się do czytania miałam świadomość, że jest to rzecz emocjonalnie niełatwa, może w jakiś sposób się od tego odgrodziłam i nie dopuściłam do siebie, a może sposób opowiedzenia całej tej historii jednak tak bardzo do mnie nie przemówił? Nie wiem. Idąc na film wiedziałam już dokładnie, z czym mam do czynienia. To właśnie w kinie wszystko przybrało jakby bardziej namacalną formę, stało się bardziej rzeczywiste, bardziej wiarygodne. Sama nie mogę wyjść ze zdumienia, że coś takiego nastąpiło, bo nigdy dotąd tak nie miałam. Filmy moim zdaniem zawsze spłaszczały czy wręcz zabijały to, o co chodziło w książkach, tutaj się jednak stało inaczej. Fakt, że mniej zostały pokazane dylematy głównego bohatera, jego wręcz filozoficzne przemyślenia, czy treść rozmowy z ojcem. Sądzę jednak, że wszystko to, co można było ukazać na ekranie, zostało ukazane. Powiem nawet, że znalazłam tam znacznie więcej, niż się spodziewałam.

Polecam zatem zarówno książkę, jak i film, ale uprzedzam też, że jest to historia dość wstrząsająca emocjonalnie, co zapewne każdy mól książkowy doskonale wie jeszcze nim po tę powieść sięgnie.

piątek, 12 czerwca 2009, naturegirl

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/06/12 22:02:56
Czekam na te książkę w bibliotece, pierwsza w kolejce. Zanim nie przeczytam, filmu nie tknę. Postanowienie takie :)
Dodałam sobie Ciebie do linków, będzie mi łatwiej tak podróżować.
-
2009/06/12 22:25:55
Mam tak samo, najpierw książka, a potem film , w miarę możliwości.
-
2009/06/12 22:57:35
Popieram. Tak jak napisałam, ja również najpierw przeczytałam książkę, bo akurat u mnie w kinie w ramach dyskusyjnego klubu filmowego mieli niebawem puszczać ten film. Miałam więc świeżo jedno po drugim w odległości dosłownie kilku dni.
-
2009/06/14 11:16:07
Ja niestety film obejrzałam w pierwszej kolejności, a książka dopiero przede mną ;)

link do Syndykat Zbrodni w Bibliotece

Loading
statystyka

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...