Recenzje książek z biblioteczki Magdaleny Szyszki
Blog > Komentarze do wpisu

Mateusz Marczewski
"Niewidzialni"

“Niewidzialni” to reportaż, czy może raczej zbiór reportaży z egzotycznego dla nas kraju, jakim jest niewątpliwie Australia. To nie jest jednak opowieść o pięknie krajobrazu czy bogactwie flory i fauny. To opowieść o ludziach, do których do niedawna w całości należał ten kontynent.

Aborygeni prowadzili tam swoje życie przez tysiące lat, przekazywali z pokolenia na pokolenie swoje legendy, tradycje, wierzenia. Ziemia była usiana elementami ich kultu, a gdzieś tam w jej wnętrzu spał tęczowy wąż. Żyli blisko przyrody i w harmonii z nią, w symbiozie ze światem który ich otaczał. Oni jedni rozumieli ten świat i widzieli w nim to, czego nikt inny dostrzec nie potrafił. Kolonizacja Australii zmieniła dla nich dokładnie wszystko. Z gospodarzy swojej ziemi stali się jej balastem, niechcianymi lokatorami, których jak najszybciej należy się pozbyć, zwłaszcza, że nie można ich zmienić.

Przybyłym Europejczykom wydawało się, że Aborygeni im się poddadzą, [przyjmą ich jedynie słuszną wiarę, jedynie właściwe zwyczaje, system wartości, sposób życia. Tysiące lat historii i kultury przestały mieć znaczenie, bo oto przybyli ci najwspanialsi z Europy, którzy o wszystkim wiedzą wszystko i wierzą w jedynego prawdziwego Boga, muszą zatem ciemnych, bosonogich autochtonów ukształtować na nowo, oczywiście na swój obraz i podobieństwo.

Mateusz Marczewski przybliża nam historię Aborygenów, ich legendy, sposób życia, zwyczaje. Pokazuje niezwykłą odmienność ich kultury od naszej. Przede wszystkim jednak ukazuje, jak ludzie ci żyją dzisiaj, w XXI wieku. Oni wciąż są zawieszeni między własną tradycją a światem zachodnim. Korzystają z supermarketów, alkoholu, telewizorów. Wewnętrznie jednak coraz bardziej się degradują, zapominając tradycję, ale pamiętając, że była odmienna, że nie pasują do tego narzuconego im na siłę świata, że są obcymi na własnej ziemi. Zdobycze naszej cywilizacji niosą im tylko cierpienie, a często i śmierć.

Aborygeni żyją najczęściej w strasznych warunkach. Rzadko kiedy podejmują stałą pracę. Wegetują przed swoimi blaszanymi domami, zbierając wokół siebie ogromne ilości śmieci i złomu. Wciąż chodzą boso i ubierają się często w byle co. Zapijają się na śmierć, wpadają w narkomanię, chcą zdobyć cały świat, choć nie potrafią nawet ruszyć się z miejsca, a pieniądze przeciekają im przez palce. Czy to znaczy, że oni są gorsi, że są podludźmi, którzy jeszcze niedawno nawet nie zasługiwali na miano obywateli Australii, nie mieli prawa do zakupu ziemi, budowy domów? Codziennie przychodzą do nich rzesze pracowników socjalnych oferując pomoc w znalezieniu pracy, usiłując uświadomić w sprawach wychowywania dzieci czy choćby używania fotelików samochodowych. Dlaczego wszystkie te próby spełzają na niczym? Odpowiedź jest trudna i bardzo prosta za razem. Wielu próbuje im pomóc, ale nikt nie stara się ich zrozumieć. Zrozumienie niewątpliwie jest niełatwe, bo pomiędzy Aborygenami a Białymi tkwi przepaść, której być może nie da się przebyć, a już na pewno nie na siłę. Znamienne są słowa wspomnianych pracowników socjalnych: „Oni po prostu nie mają kulturowego nawyku właściwego obchodzenia się z przedmiotami". Cóż za duma i buta bije z tych słów. Co to bowiem znaczy właściwe? Tak przywykliśmy, że właściwe i prawidłowe jest to, co jest zgodne z naszą kulturą i zwyczajami. My sprzątamy swoje domy, segregujemy śmieci, nosimy buty i zbieramy wszelkie dobra materialne, które tak często stają się dla nas najważniejsze. Aborygeni żyją inaczej, inaczej postrzegają świat. Dla nich nawet czas płynie inaczej, sto czy dwieście lat to zbyt krótko, żeby nie wierzyli, że wszystko się jeszcze może odmienić. Póki co prawda jest jednak taka, że niemal nikt ich nie rozumie.

Świat zachodni przechodził oczywiście chwile fascynacji kulturą aborygeńską, specyficznym malarstwem, którego biali kompletnie nie rozumieli, wyrobami rzemieślniczymi. Tak naprawdę jednak w wielkich miastach Australii Aborygeni są niewidzialni. Przechodzi się koło nich jak by niemal nie istnieli, nie widząc, czy raczej nie chcąc widzieć, ignorując tych, którzy powinni stanowić zbiorowy wyrzut sumienia tamtejszego społeczeństwa.

Problemem nie jest tak naprawdę to, że świat zachodni Aborygenów nie rozumie, bo zrozumieć ich specyficzną mentalność jest nam naprawdę trudno. Najgorsze, że mimo tego przybysze z Europy chcą nimi rządzić, chcą im mówić gdzie i jak mają mieszkać i co jest „właściwe”. Potrafią się nawet posunąć do zabierania dzieci zrodzonych ze związków mieszanych. Nikt nie potrafi przyznać, że po prostu ich nie rozumiemy, że ta przepaść jest zbyt wielka. Nikt nie potrafi im pomóc naprawdę.

Książka ta jest moim zdaniem bardzo dobrze napisana, z wyczuciem tematu, z dogłębną analizą różnych punktów widzenia, różnych postaw także wśród samych Aborygenów. Myślę, że autor stara się zrobić właśnie to, czego prawie nikt inny nie robi. Próbuje, choć trochę ich poznać i zrozumieć, a przede wszystkim uszanować ich odmienność, wznieść się ponad przekonanie o wyższości naszej kultury i docenić to, co oni próbują nam przekazać. Kto bowiem powiedział, że to właśnie my mamy rację? Że to właśnie nasz sposób życia jest najwłaściwszy? A co, jeśli jest zupełnie inaczej, jeśli oni naprawdę spotkali kiedyś boga i wiedzą lepiej od nas, co jest w życiu ważne?

Dla mnie książka ta była bardzo pouczającą podróżą do Australii takiej, jakiej prawdopodobnie nie zobaczyłabym nawet jadąc do tego kraju, bo jej mieszkańcy pokazaliby chętnie swoje miasta, pokazaliby przyrodę i zwierzęta, ale nie pokazaliby tego, co dla nich najmniej chwalebne i najbardziej wstydliwe, nie pokazaliby tych, którzy tam byli przed nimi, a nawet gdyby, to byliby to tylko półkrwi Aborygeni, wystylizowani na prawdziwych, udający, że właśnie prezentują swoje plemienne tańce czy zwyczaje. Tylko na tyle zazwyczaj stać mieszkańców współczesnej Australii, na udawanie, że rdzenni mieszkańcy kontynentu cokolwiek ich obchodzą.

Wydawnictwo Czarne, 2008

czwartek, 15 października 2009, naturegirl

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:

link do Syndykat Zbrodni w Bibliotece

Loading
statystyka

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...