Recenzje książek z biblioteczki Magdaleny Szyszki
Blog > Komentarze do wpisu

Lauren Liebenberg
"Smak dżemu i masła orzechowego"

CIA i Nyree są siostrami, jedna ma siedem, druga osiem lat. Mieszkają wraz z rodzicami i dziadkiem na podupadającej farmie w afrykańskiej Rodezji (dzisiejsze Zimbabwe). Niemal cały czas spędzają razem i trudno im wręcz uwierzyć, że każda z nich jest jednak odrębną istotą. Różni je nieco temperament, a poza tym sposób konsumowania ulubionych kanapek z dżemem i masłem orzechowym.

Dziewczynki nie należą do rdzennej ludności afrykańskiej, ich przodkowie byli osadnikami na tych ziemiach. Ich dzieciństwo przypada na czasy, gdy całkiem niedaleko toczy się wojna domowa. Dla nich oznacza ona jedynie stałą nieobecność ojca i jego radosne, ale krótkie powroty na łono rodziny. Poza tym ich dzieciństwo do pewnego momentu jest zupełnie beztroskie, pełne zabaw i przygód.

Narratorką opowieści jest starsza z sióstr. Fantastycznie opisuje ona świat swojego dzieciństwa, wszystkie jego smutki i radości. Dziewczynki żyją bowiem pośród afrykańskich legend, nierzadko mieszając tutejsze wierzenia z historiami opowiadanymi przez rodziców czy dziadka, a także z biblią. Ich świat jest pełen wróżek, baśniowych stworów, duchów, bożków i boginek. W ich świecie istnieją magiczne zaklęcia i wiara w to, że dobro zawsze zwycięża. Poza tym funkcjonują w niezwykłej bliskości tropikalnej natury i wydają się znać na wylot okoliczny las, jego duszące zapachy, dźwięki, zwyczaje jego mieszkańców. Tak wygląda ich życie i ich Afryka.

Niestety wszystko zmienia się diametralnie w chwili przybycia na farmę nieznanego dotąd zupełnie kuzyna. Siostry wiedzą, że jego pochodzenie wiąże się z jakąś bolesną i tajemniczą historią sprzed lat, która oczywiście bardzo je interesuje. Obie są bardzo otwarte i ciekawskie, przyjmują więc bardzo ciepło swojego krewniaka, chcą mu się za wszelką cenę przypodobać. Szybko jednak pojmują, że z nim nie będzie przyjaźni. Razem z tym nastolatkiem do ich domu wprowadziło się bowiem zło.

Od tego momentu w powieści pojawia się strach, którego dotąd właściwie w ogóle tu nie było. Czytelnik może niemal dotykalnie przeczuwać, że coś złego wisi w powietrzu, co jeszcze potwierdza pewna wróżba. Siostry wpadają bowiem w misternie zastawioną sieć. Kuzyn im grozi, źle traktuje służbę, z czasem dokonuje coraz większej liczby niepokojących czynów. Dziewczynki odkrywają też, że znęca się on nad zwierzętami, czyta cudze listy, kradnie. Jaka w takiej sytuacji powinna być reakcja dziecka? Co dziecko powinno zrobić, gdy zaczyna pojmować, że dzieje się coś niedobrego, że w jego domu jest ktoś, kogo się boi? Odpowiedź wydaje się raczej oczywista, powinno powiedzieć o tym rodzicom. Problem tylko w tym, że kuzyn na rodzicach, a zwłaszcza matce dziewczynek, sprawia jak najlepsze wrażenie. Jedynymi osobami, które widzą jego prawdziwą twarz są dziewczynki oraz ich popadający w coraz większy obłęd dziadek. Jego jednak właściwie nikt już nie traktuje poważnie.

Niezwykle przerażający jest fakt, że małe dzieci tak łatwo zastraszyć, że tak łatwo im wmówić, że są w sytuacji bez wyjścia, że można je omotać w taki sposób, by nie szukały nawet ratunku u dorosłych. Z drugiej strony przeraża mnie, że dorośli mogą być tak zaślepieni. Przecież, jeżeli nawet nowy mieszkaniec domu sprawia na nich miłe wrażenie, to chyba rodzice powinni znać na tyle swoje dzieci, by zauważyć, że się czegoś boją, że zachowują się inaczej niż zwykle.

W taki oto sposób idylliczna niemal historia o dzieciństwie w egzotycznym kraju przeobraża się w dotykalny koszmar, na który czytelnik musi patrzeć i nie może nic na niego poradzić. Może tylko mieć nadzieję, że stanie się coś, co w końcu go przerwie.

Lauren Liebenberg napisała piękną, poruszającą opowieść o świecie i duszy dziecka. Bezbłędnie uchwyciła wszelkie niuanse bycia małym człowiekiem i spojrzała na świat jego oczami. Pokazała, jak bardzo jego odbiór rzeczywistości może się różnić od tego, co zauważają dorośli i co musi się stać, żeby te dwa sposoby patrzenia w końcu pokazały to samo. Powieść ta, mimo, że dotyczy dzieciństwa, nie jest ani ckliwa, ani sentymentalna. Wręcz przeciwnie, narratorka zdaje się po prostu relacjonować wydarzenia, ale robi to drobiazgowo i niesamowicie sugestywnie. Opowiada o świecie, w którym nie ma zła, i w którym pojawia się ono zdecydowanie zbyt wcześnie. O spiralnych schodach, prowadzących w coraz czarniejsze czeluście ludzkiej duszy, w rejony, których dziecko nigdy nie powinno oglądać. Do tego książka ta jest osadzona w miejscu bardzo dla nas egzotycznym, w otoczeniu, które tworzy niezwykły klimat i bardzo pociąga swymi zapachami, obrazami i smakami. To niełatwa, ale piękna lektura, którą gorąco polecam.

Wydawnictwo Smak słowa, 2009

sobota, 13 listopada 2010, naturegirl

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:

link do Syndykat Zbrodni w Bibliotece

Loading
statystyka

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...