Recenzje książek z biblioteczki Magdaleny Szyszki
Blog > Komentarze do wpisu

W magicznym świecie dźwięków
Richard Harvell
"Dzwony"

Otwierając każdą inną książkę, słyszymy tylko obiecujący i tajemniczy szelest przewracanych kartek. Otwierając tę, usłyszymy jednak niesione echem bicie dzwonu i śpiewaną pięknym głosem anioła opowieść o wielkiej miłości, ogromnej krzywdzie i wspaniałej karierze.

Bohaterem a zarazem narratorem tej debiutanckiej powieści Richarda Harvella jest Mojżesz – chłopiec, który przez wiele lat żył bez imienia i bez słów. Był dzieckiem głuchoniemej matki, uważanej powszechnie za wariatkę w rodzinnej wiosce, położonej w sercu Szwajcarskich Alp. Chłopiec wychował się głównie na dzwonnicy kościoła, a jego matka codziennie wprawiała w ruch dzwon, którego dźwięk niósł się po górach na wiele kilometrów i dla ludzkich uszu był absolutnie nieznośny. Dla Mojżesza stał się on jednak całym światem i w jego brzmieniu chłopiec znajdował początek wszystkich dźwięków, jakie kiedykolwiek później usłyszał. Miał niezwykłą zdolność selekcjonowania dźwięków i nawet w największym hałasie rozróżniał odgłosy niesłyszalne dla innych, bicie ludzkich serc, najdelikatniejsze nawet oddechy czy przemykającą gdzieś w oddali mysz.

Akcja książki rozgrywa się w XVIII wieku. Jest to opowieść momentami smutna, momentami zabawna, w wielu aspektach wręcz awanturnicza. Opowieść o człowieku zakochanym w dźwiękach, obdarzonym niezwykle pięknym głosem, którym podbił serca publiczności największych europejskich oper. Zanim jednak to się stało, przeżył w swej wiosce wiele upokorzeń, a gdy w tragicznych okolicznościach w końcu ją opuścił, trafił do opactwa St. Gall, którym rządził żelazną ręką surowy i bezduszny opat. Tam poznał muzykę i wyszkolono jego głos tak, że wzbudzał on zachwyt w całej okolicy.

Wiejski przybłęda miał w klasztorze jedynie dwoje przyjaciół, którymi byli dobroduszny i rubaszny Mikołaj oraz wiecznie zaczytany i dość ponury Remus. Wyśmiewany przez kolegów chłopiec uciekał w dobrze znany sobie świat dźwięków i muzyki. W świat, który przypominał mu o matce, chociaż ona nigdy nie mogła ich usłyszeć.

Z czasem jego najbliższą przyjaciółką stała się Amalia. Kulejąca dziewczynka z bogatego domu, która mimo odmiennej społecznej pozycji, była tak samo samotna i nieszczęśliwa jak on. Mojżesz w każdy czwartek śpiewał dla jej umierającej matki, umilając w ten sposób całej rodzinie trudny czas. Kto wie, jakby się potoczyła ta historia, gdyby dziesięcioletni chłopiec nie został pewnego dnia podstępnie wykastrowany. Celem było oczywiście zachowanie jego anielskiego głosu. Od tamtej pory głównym uczuciem, jakiego doznawał, stał się wstyd i strach, że ktoś pozna jego tajemnicę. Pomyliłby się jednak każdy, kto by uznał, że nie będzie w tej książce historii wielkiej miłości, która na nic nie zważa i niczego się nie boi, miłości silniejszej niż ból, strach, wstyd i samotność.

Można by powiedzieć, że jest to historia jak wiele innych. Zachowuje ona w końcu nawet pewien schemat, wioskowy głupek trafia do klasztoru, jest wyśmiewany i nieakceptowany, by w końcu wstąpić na najznamienitsze salony i deski największych oper, a tam zachwycać publiczność swym głosem. Być może byłoby to wszystko dość banalne i dość typowe, gdyby nie umiłowanie Mojżesza do dźwięków i muzyki. Ta książka dźwięczy każdą swoją stroną, każdym niemal słowem. Gdy ją otworzymy, usłyszymy bicie dzwonu matki chłopca, a po nim wielu innych dzwonów, dziecięcy śpiew wypełniający nowo wybudowany kościół, bicie ludzkich serc, dzwonienie sztućców, śmiechy, jęki i łkania, odgłosy kroków, tłuczonych szyb. Dźwięki zawsze wskazywały Mojżeszowi drogę, prowadziły go przez nocne miasto i przez świat, i one jedne na całym świecie nigdy go nie zawiodły. Umiłowanie dźwięków i muzyki staje się tutaj czymś niemal metafizycznym, czymś bardzo osobistym i tak zmysłowym, że aż nawet momentami erotycznym. Mojżesz potrafił pieścić nie tylko ludzkie dusze, ale też ciała swoim głosem, a co więcej, miał pełną świadomość odczuć swoich słuchaczy, ponieważ doskonale słyszał rezonans, jaki powodowały ich ciała. Nie jest przecież żadną tajemnicą, że dźwięk odbieramy nie tylko słuchem. Matka chłopca czuła go całą sobą, choć nie mogła go usłyszeć.

Być może fabuła tej powieści jest nieco przesadzona. Być może większość opisanych tu wydarzeń nie miałaby żadnego prawa się naprawdę zdarzyć. W tym wypadku jednak nic a nic mnie to nie obchodzi, bo zanurzenie się wraz z Mojżeszem w jego dźwięczący, dzwoniący i śpiewający świat było czystą przyjemnością. Było tak rozkoszne i upajające, że jeżeli nawet ta książka ma jakieś niedociągnięcia, to dźwięki wszystkich opisanych tu dzwonów brzmiały tak pięknie, że wszystko to zagłuszyły, wytłumiły i sprawiły, że jestem tą powieścią naprawdę oczarowana. Ja również kocham dźwięki i uwielbiam dobrą muzykę, tym bardziej więc chętnie posłuchałam, o czym dzwoni, śpiewa i gra ta książka i wszystkich do tego zachęcam.

Wydawnictwo W.A.B. 2011

poniedziałek, 09 maja 2011, naturegirl

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:

link do Syndykat Zbrodni w Bibliotece

Loading
statystyka

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...