Recenzje książek z biblioteczki Magdaleny Szyszki
Blog > Komentarze do wpisu

Pożegnanie z Kurtem Wallanderem
Henning Mankell
"Niespokojny człowiek"

„Niespokojny człowiek” to kolejna, ostatnia już powieść ze słynnym Kurtem Wallanderem w roli głównej. W jego życiu zaszły poważne zmiany. Przede wszystkim spełnił w końcu swoje marzenie kupując dom na wsi oraz sympatycznego labradora, z którym może chodzić na długie spacery. Mało tego, pewnego dnia dowiaduje się, że jego córka Linda związała się z Hansem - młodym finansistą i jest w ciąży. W efekcie Kurt Wallander zostaje dziadkiem małej Klary.

Mimo tego wszystkiego, policjant z Ystad nie jest do końca szczęśliwy. Brzemię samotności ciąży mu od lat, i w tej kwestii jest tak, jakby czas stanął w miejscu. Nie ma w jego życiu żadnej kobiety, nie ma miłości innej niż ta do córki i wnuczki, a jego najwierniejszym towarzyszem staje się pies. Na domiar złego jego była żona Mona ma coraz większe problemy z alkoholem i potrafi pojawić się znienacka w jego życiu, burząc tę spokojną egzystencję i wprowadzając niespotykany chaos. W takich to okolicznościach pojawia się kryminalna zagadka do rozwiązania. Oto bowiem znika bez śladu ojciec życiowego partnera Lindy, niegdyś służący w szwedzkiej marynarce wojennej jako dowódca łodzi podwodnych. Zniknięcie następuje wprawdzie w Sztokholmie, a więc poza rewirem należącym do Wallandera, on jednak zaczyna prowadzić swoje prywatne śledztwo, tym bardziej, że zaginiony niedługo przed zniknięciem opowiedział mu o pewnym tajemniczym incydencie, który miał miejsce w latach 80-tych, a który próbował wyjaśnić przez wiele lat. Śledztwo Wallandera odsłania kolejne tajemnice rodziny, w którą weszła jego córka. Po pierwsze okazuje się bowiem, że Hans nie jest wcale jedynakiem, że ma jeszcze starszą siostrę, o której istnieniu nie miał pojęcia. Po pewnym czasie zagadka dodatkowo się komplikuje, gdy znika również matka Hansa. Kolejne tropy coraz bardziej zaczynają wskazywać na to, że w grę wchodzi szpiegostwo, tylko na czyją właściwie rzecz i kto był tym szpiegiem? Czy jest możliwe, by była nim sympatyczna teściowa Lindy?

Wątek kryminalno-szpiegowski jest ciekawy, chociaż momentami dość skomplikowany i trzeba sporo skupienia, by się w tym wszystkim połapać. Wallander jak wiadomo ma szczególny dar łączenia ze sobą faktów, odnajdywania wspólnych punktów, a do tego świetną intuicję. Wydawałoby się więc, że jego umysł pracuje na najwyższych obrotach i choć rzeczywiście udaje mu się rozwiązać zagadkę, to pojawia się coś bardzo niepokojącego. Otóż policjant coraz częściej zaczyna zapominać. Najpierw zostawia służbową broń w restauracji, w której upija się pewnego samotnego wieczoru, później zapomina też o patelni na zapalonym gazie. To są jednak drobiazgi, mogą wynikać z roztargnienia, mogą być efektem wieku. Niestety objawy są coraz częstsze i coraz poważniejsze. Kurt Wallander wpada momentami w czarne luki i nie wie zupełnie, gdzie jest, dokąd idzie czy jedzie i po co. Sam przed sobą nie chce się przyznać, że dzieje się z nim coś złego. Do tego wszystkiego cierpi na cukrzycę i codziennie przyjmuje insulinę.

Muszę przyznać, że zmagania Wallandera z chorobami i starością skutecznie przesłoniły mi wątek kryminalny i kiedy po przeczytaniu myślę o tej książce, główną moją emocją jest ogromny żal. Ten żal towarzyszył mi prawie przez całą powieść, bo bohater czyni częste refleksje na temat starzenia się i upływającego czasu, a od tego ogarnia czytelnika przygnębienie. Kiedy już się okazuje, że to jest koniec przygód Wallandera, nie można sobie nie zadać pytania, dlaczego Henning Mankell jest dla swojego bohatera taki okrutny? Przecież Kurt Wallander to moim zdaniem bardzo smutna postać, samotny rozwodnik, latami przeżywający rozstanie z żoną, później odtrącony przez swoją wielką miłość z Łotwy, nie zawsze dogadujący się z córką, tkwiący w skomplikowanej relacji z ojcem. Tak naprawdę dużo częściej Wallander coś/kogoś tracił, niż zyskiwał. Jego całym życiem stało się więc rozwiązywanie kryminalnych zagadek i słuchanie opery. Sam bohater ma pełną świadomość, że coraz bardziej upodabnia się do swojego ojca i to go przeraża. W życiu każdego człowieka są lepsze i gorsze chwile, tymczasem ja mam wrażenie, że Wallanderowi tych lepszych autor podarował znikomą ilość i kiedy wiem już, że to właściwie koniec jego szans, ogarnia mnie wielki smutek i rozgoryczenie.

Książkę tę przeczytałam w wersji audio. Nie jestem gorącą zwolenniczką audiobooków, bo nie zawsze odpowiadają mi interpretacje, poza tym audiobooka czyta się wolniej od zwykłej książki, ten to aż 19 godzin ciągłego słuchania, które przyznaję, trochę sobie przyspieszałam korzystając z takiej technicznej możliwości odtwarzacza. Wersje audio mają jednak ten niewątpliwy plus, że książkę można czytać w wielu miejscach i sytuacjach, gdzie czytanie papierowej wersji byłoby utrudnione czy wręcz niemożliwe np. podczas podróży, zarówno pociągiem czy autobusem, jak i samochodem albo np. podczas sprzątania, przynajmniej prawdziwy mól książkowy nie będzie miał poczucia straty czasu. Interpretację Leszka Filipowicza uważam za całkiem udaną, książka nie działała usypiająco, widać też że lektor bardzo przykłada się do wymowy szwedzkich nazwisk, mam nadzieję, że prawidłowej, bo tego niestety nie mogę zweryfikować. Myślę, że coraz częściej będę sięgać po audiobooki.

Trudno oprzeć się pokusie choć krótkiego podsumowania całej serii z Kurtem Wallanderem. Ja nigdy nie należałam do zagorzałych jego wielbicieli, lubiłam te książki, ale nigdy nie szalałam za nimi i myślę, że istnieje sporo lepszych, skandynawskich kryminałów. Zawsze irytowały mnie tzw. Wątki społeczne, które większość recenzentów zachwycały, a mnie okropnie drażniły. W ostatniej powieści Mankell wprawdzie porusza również istotną kwestię starości i starzenia się, ale tym razem jakoś mi to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Może dlatego, że autor skupia się wyjątkowo na jednostce, a nie na jakiejś mniej czy bardziej określonej społeczności. Szkoda, że choć na koniec bohater nie dostał tej odrobiny szczęścia, na którą zasługiwał, jak każdy człowiek, szkoda, że nie znajdzie on już miłości swojego życia. Jedyne, co jest w tym wszystkim pocieszające to łącząca go silna więź z córką, ich wzajemna miłość i oddanie, które widać bardzo wyraźnie. Tak sobie myślę, że choć książka była bardzo dobra, to ja chyba wolałabym jej nigdy nie przeczytać, nie spotkać zagubionego, zapominającego Wallandera, nie domyślać się nazwy choroby, na którą cierpi i nie żegnać się z tym bohaterem z takim smutkiem. To nie do nas należeć bowiem będą ostatnie lata jego życia. Dla nas nadszedł czas definitywnego pożegnania.

Wydawnictwo W.A.B. 2011
Biblioteka Akustyczna, 2011

czwartek, 30 czerwca 2011, naturegirl

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:

link do Syndykat Zbrodni w Bibliotece

Loading
statystyka

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...