Recenzje książek z biblioteczki Magdaleny Szyszki
Blog > Komentarze do wpisu

Sześć kobiet, które zro biły, co do nich należało
Praca zbiorowa
"Każdy zrobił, co trzeba"

Wszelkie zbiory, np. reportaży czy opowiadań, wydawały mi się zawsze trudną materią do recenzowania. O czym bowiem właściwie opowiadać? Szukać punktów wspólnych, motywu przewodniego, analizować każdy tekst z osobna? Co napisać, żeby każdemu autorowi oddać sprawiedliwość, żeby niczego istotnego nie pominąć i właściwie przekazać to, co czuję? Recenzując „Każdy zrobił, co trzeba” mogłabym skupić się na fakcie, że wszystkie teksty zostały napisane przez kobiety, a więc w pewnym sensie przedstawiają kobiece spojrzenie na świat. Mogłabym szukać ukrytych feministycznych znaczeń, doszukiwać się ideologii, czegoś właściwego jedynie twórczości i wrażliwości kobiet. Mogłabym, ale tego nie zrobię, bo w moim odczuciu spłyciłabym jedynie cały temat, prześlizgnęła się po nim ledwie go dotykając.

W tej niewielkiej książce znalazło się aż 15 reportaży autorstwa sześciu kobiet tj. Bożeny Aksamit, Katarzyny Kokowskiej, Ewy Orczykowskiej, Oliwii Piotrowskiej, Ewy Wołkanowskiej i Honoraty zapaśnik. Nazwiska te najczęściej nie były dotąd znane szerszej publiczności. Teksty nie mają żadnego tematu przewodniego, a właściwie mają, jest nim człowiek, ale to przecież żadna nowość, raczej rzadko reporterzy piszą o czym innym, niż właśnie o ludziach. Są to teksty dotykające bardzo różnych problemów, począwszy od osób niepełnosprawnych, poprzez patologiczne rodziny, nielegalnych imigrantów, repatriantów z kresów wschodnich, po historie ludzi o niecodziennych zainteresowaniach. Bohaterami są tu zwyczajni ludzie, ani znani, ani powszechnie lubiani, ot, tacy, jakich każdy z nas pewnie znalazłby wokół siebie, gdyby tylko zechciało się nam czasami szerzej otworzyć oczy i dokładniej rozejrzeć.

Teksty te są raczej krótkie, ale niezwykle nasycone treścią. Nie ma mowy o jakimkolwiek przesycie, o egzaltacji czy przesadzaniu. Jest szczerze, jest prawdziwie, czasem zabawnie, czasem bardzo smutno, zawsze niezwykle interesująco. Wszystkie autorki wydają się mieć świetnie opanowany warsztat literacki, do tego obdarzone są wrażliwością i spostrzegawczością, interesują się otaczającym je światem i odnajdują w nim ciekawe problemy, intrygujących bohaterów, mało znane miejsca.

Oczywiście nie ma sensu opowiadać tu o wszystkich tekstach. Postanowiłam wspomnieć jednak krótko o trzech, które najbardziej utkwiły mi w pamięci. Kolejność zachowuję taką, jaką zastosowano w książce.

Honorata Zapaśnik w „Wierszach z pieca” opowiada nam o niesamowitym człowieku, piekarzu piszącym wiersze, mam wrażenie, że całkiem dobre, o człowieku niesamowicie wrażliwym, takim, o jakich pisze się książki, ale nie spotyka się ich w rzeczywistości. A jednak istnieją, bo nie mam cienia wątpliwości, że ta historia jest prawdziwa, piękna i zapadająca głęboko nie tylko w pamięć, ale i w serce.
Z kolei Ewa Orczykowska w tekście pt. „Dziwolągi też grają” opowiedziała o teatrze, w którym występują niepełnosprawni aktorzy. Niezwykle podobał mi się sposób przedstawienia tematu, fakt, że nie jest to kolejny tekst z cyklu jak to sprawni poświęcają się dla biednych niepełnosprawnych. Sama autorka zresztą obawiała się takiego właśnie podejścia organizatorki całego przedsięwzięcia. Tymczasem dostajemy reportaż pełen rozważań o sztuce, tchnący przekonaniem, że każdy może realizować swoje marzenia nie dzięki czyjejś litości, ale właśnie dlatego, że ma prawo tworzyć własną sztukę, że ta sztuka zasługuje na szacunek, co więcej może się naprawdę podobać.
Trzeci tekst, który wybrałam, napisała Ewa Wołkanowska, ma on tytuł „Zapomniana muzyka” i opowiada o ludziach, którzy za swoją życiową misję obrali ocalenie od zapomnienia dawnej, ludowej muzyki. Nigdy mnie takie tematy nie interesowały, może właśnie dlatego tak mi się spodobał ten reportaż, bo traktuje o tematyce bardzo niszowej, o czymś, o czym tak często się zapomina i o młodych ludziach, którzy przeciwstawiają się czasowi. Jeżdżąc po wsiach rozmawiają z mieszkańcami, często z nimi śpiewają, zbierają te muzyczne okruchy, by ocalić je dla siebie, dla potomnych.

Nie mogę wyjść ze zdumienia, że w tak niewielkiej książeczce, którą można nosić w torebce i podczytywać w wolnej chwili, zmieściło się tyle treści, tyle emocji, tyle opowieści o interesujących ludziach, o fragmentach otaczającego nas świata, które dla wielu z nas były dotąd ukryte. Jestem pod wrażeniem tych reportaży, talentu ich autorek, a także samego pomysłu serii „lektury reportera”. Ogromne gratulacje dla pomysłodawców, dla wydawnictwa, dla wszystkich, którzy przyczynili się do powstania tej książki. Jest ona bowiem interesująca, świetnie napisana, mądra i ważna, nie tylko dla wielbicieli reportaży, ale dla wszystkich chcących sięgnąć tam, gdzie być może ich wzrok dotąd nie sięgał. Wszystkie 6 autorek tej książki wykonało naprawdę kawał dobrej roboty, po prostu, każda z nich zrobiła dokładnie to, „co trzeba”, by napisać świetny reportaż.

Wydawnictwo Dobra Literatura, 2011

piątek, 30 września 2011, naturegirl

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: magdalena, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/10/02 08:39:16
Zaciekawiło mnie, może sięgnę po nią, choć zbiorów opowiadań nie lubię.

www.magdalenaczyta.blogspot.com
-
naturegirl
2011/10/02 12:21:16
To jest zbiór reportaży, naprawdę dobrych i wartych uwagi. Ze swojej strony bardzo polecam.

link do Syndykat Zbrodni w Bibliotece

Loading
statystyka

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...