Andrzej Stasiuk
"Dziennik pisany później"" type="application/rss+xml" href="http://mojabiblioteczka.blox.pl/2012/02/Andrzej-Stasiuk-Dziennik-pisany-pozniej.rss"/>
Recenzje książek z biblioteczki Magdaleny Szyszki
Blog > Komentarze do wpisu

"Chciałeś Bałkanów, to masz Bałkany
Andrzej Stasiuk
"Dziennik pisany później"

Bałkany, miejsce na ziemi całkiem niedalekie, które pod wieloma względami wydaje się tak odległe. Miejsce, gdzie wciąż można znaleźć ślady niedawnej wojny, jej twarz, jej zapach i smak. Tak wielu pielgrzymuje tam w poszukiwaniu tych pozostałości, z jakiejś niewytłumaczalnej tęsknoty za wojną, za tym, co znamy tylko z opowieści, a co nie mogło być naszym udziałem. Andrzej Stasiuk na Bałkany powraca regularnie, w miejsca, do których mało kto ma w ogóle ochotę zajrzeć. Zamiast popularnych adriatyckich kurortów wybiera zwykle miejscowości gdzie nie jest ani pięknie, ani z pozoru interesująco.

„Dziennik pisany później” wymyka się wszelkim klasyfikacjom gatunkowym. Żaden to dziennik, bo brak w nim dat i chronologii, żaden reportaż, bo oglądamy skrawki Bałkanów wyłącznie oczami autora, który dzieli się z nami strzępkami swoich myśli, czasem ledwie zarysowanymi wrażeniami. Po co mieszkaniec kraju, który dopiero co choć w pewnym stopniu podźwignął się z nędzy jeździ do Albanii, do Macedonii czy Bośni? Po co odwiedza zdominowane przez mężczyzn miasta, których główną atrakcją są góry palących się śmieci i bandy opryszków na ulicach? Czego on szuka na tych Bałkanach? Dlaczego regularnie tam wraca, dlaczego czuje żal, gdy ktoś sprzątnie nieszczęsne śmieci i odmieni nieco oblicze któregoś z tych miast? Dlaczego tak bardzo pragnie znajdować swoje ulubione miejsca wciąż niezmienionymi? Na te pytania nie ma jednoznacznych odpowiedzi, za to jest całe mnóstwo poszlak. Bałkany, te, które odwiedza autor, fascynują jeszcze ciągle pewną dzikością, tym, że cywilizacja nawet jeśli tam dotarła, to niekoniecznie zadomowiła się już na dobre w umysłach mieszkańców. Tam wszystko jest jakby zawieszone w przestrzeni, nieruchome w letnim upale albo strugach deszczu, niemal niezmienne wobec historii.

Nie sądźmy jednak, że ta książka to jest jakikolwiek rodzaj przewodnika po Bałkanach, albo że jej autor dociera w jakiś sposób do ich sedna. Andrzej Stasiuk jest tak subiektywny, jak to się tylko da, momentami wręcz do bólu. Wyraża sądy często co najmniej dyskusyjne, czasem generalizuje, czasem ocenia bardzo jednoznacznie. Sprawia wrażenie kogoś, kto czuje, że może sobie na coś takiego pozwolić, bo mówi przecież o Bałkanach, które choć nie są jego ojczyzną, to jednak stały się w jakiś sposób także częścią jego świata. Zresztą jako gość ma prawo do oceny subiektywnej czy nawet powierzchownej. On tam tylko regularnie przyjeżdża i obserwuje.

Z drugiej strony autor jeździ na Bałkany, bo stamtąd jego zdaniem lepiej widać Polskę. Bo tam można nabrać pewnego dystansu, zrozumieć coś o sobie i swoim kraju. Jeździ na Bałkany, bo są one tak podobne i tak różne. Dla ojczyzny nie jest wcale mniej surowy niż dla Bałkanów. Ją opiewa, ją kocha, ale właśnie dlatego bezwzględnie krytykuje i gani. Widzi wszystkie przywary, tęskni za tym, czego już nie ma i nigdy nie będzie, za tym, co znika pod naporem globalizacji. Znika i w Polsce, i na Bałkanach, być może tam trochę wolniej, ale świat, o którym opowiada, także odejdzie kiedyś w zapomnienie, pokryje się identycznymi centrami handlowymi, bilbordami, samochodami, domami z prefabrykatów. Myślę, że ta książka to też próba ocalenia świata takiego, jakim był, jakim autor go zna i kocha, choć ta miłość bywa naprawdę trudna i bardzo uciążliwa. Część Bałkańska stanowi doskonałe tło dla części poświęconej ojczyźnie.

Książka jest pisana jak zwykle u Andrzeja Stasiuka mocnym, wyszukanym językiem, często dosadnym. Na tych stu kilkudziesięciu stronach autor zmieścił tyle treści, tyle wrażeń, tyle swoich przekonań i emocji na temat Bałkanów i Polski, ile niektórym autorom trudno upchnąć na kilkuset stronach. Ewidentnie postawił na jakość, nie na ilość i to się opłaciło. Dodatkowo książkę wydano w formie audiobooka, czytanego przez Mirosława Bakę, którego interpretacja jest moim zdaniem świetna. Książka czytana głębokim, zmysłowym głosem, jakby pełnym zadumy sprawia, że jeszcze bardziej możemy poczuć się jak na Bałkanach, jeszcze lepiej wniknąć w sens tego nietypowego trzeba przyznać „Dziennika” i powoli, z namysłem i namaszczeniem chłonąć jego treść.

Wydawnictwo Czarne, 2010

piątek, 17 lutego 2012, naturegirl

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:

link do Syndykat Zbrodni w Bibliotece

Loading
statystyka

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...