Kiedy przyszła na świat, nie powitały jej łzy radości ani uśmiechnięte twarze szczęśliwych rodziców. Był tylko ogromny zawód matki, że nie urodziła syna, jej smutek i niechęć. Gdyby nie wielka wola życia, pewnie umarłaby porzucona przez wszystkich na palącym słońcu, gdyby nie to, że matka w końcu ją pokochała… W taki sposób swoje życie zaczyna wiele kobiet w krajach, w których ich pozycja jest bardzo niska, tak też swoje życie rozpoczęła Fawzia Koofi, mądra, inteligentna, odważna, której udało się zrobić karierę polityczną w tak nieprzychylnym kobietom kraju, jakim wciąż jeszcze jest Afganistan.
Książka jest opowieścią autorki o jej dzieciństwie, dorastaniu i dorosłości. O świecie, jaki obserwowała, o zmieniających się realiach politycznych i społecznych. Pochodziła z afgańskiej wioski, ale jej ogromna rodzina należała do majętnych. Zacięcie polityczne odziedziczyła zapewne po ojcu. Życie małej Fawzii właściwie od początku wydawało się zaplanowane. Oczywistym było, że szybko zacznie się wdrażać w czynnościach związanych z prowadzeniem gospodarstwa domowego. Nigdy nie pójdzie do szkoły, najprawdopodobniej pozostanie po prostu analfabetką, a w wieku kilkunastu lat zostanie wydana za wybranego przez rodziców mężczyznę, dla którego będzie służącą, kucharką, kochanką. Urodzi mu wiele dzieci i potulnie będzie znosić mężowskie oczekiwania, humory i bicie. Tak przecież żyły jej babki, ciotki, matka wraz z pozostałymi żonami ojca, taki też był los jej starszych sióstr. Wszystko się jednak zmieniło i skomplikowało po radzieckiej interwencji w Afganistanie a także śmierci ojca.
Fawzia była pierwszą w swej rodzinie kobietą, która poszła do szkoły, nauczyła się nie tylko czytać i pisać, ale także poznawała języki obce, spotykała się z koleżankami, nosiła dżinsy. Jednym słowem jej życie upodabniało się coraz bardziej do tego dobrze nam wszystkim znanego. Oczywiście nie było łatwo, uczestnictwo w zajęciach szkolnych wymagało często przemykania przez miasto pod gradem kul, pociągało za sobą ryzyko schwytania, gwałtu. Mimo wszystko w tak dorastającej kobiecie obudził się olbrzymi głód wiedzy, chęć zdobycia wykształcenia, wzięcia odpowiedzialności za własne życie, wszystko to, czego nie znała ani jej matka, ani starsze siostry.
Autorka ukazuje niełatwą egzystencję w bardzo niespokojnych czasach i wprowadza czytelnika w swój największy życiowy koszmar, czasy rządów talibów. To wtedy przed kobietami zamknęły się bramy uniwersytetów, to wtedy zakazano im wykonywania pracy zawodowej, wychodzenia samotnie na ulicę, uwięziono w burkach. To wtedy dramatycznie wzrosła śmiertelność kobiet, ponieważ nie wolno im było wykonywać także zawodu lekarza, a mężczyznom nie pozwalano ich leczyć. Zaklęty krąg śmierci, przemocy i smutku zacieśniał się coraz bardziej wokół autorki i wszystkich Afganek, a dławiąca bezsilność odbierała resztki nadziei.
Fawzia po stracie męża samotnie wychowuje dwie córki. Dodatkowo, po obaleniu talibów wzięła udział w wyborach do parlamentu i uzyskała mandat. Wymagało to nie tylko przełamania zakorzenionych z dawien dawna stereotypów w całym społeczeństwie, ale także w jej własnej rodzinie. Autorka dość często odwołuje się do przykładu swojego ojca, czuje się jego spadkobierczynią, sądzi, że byłby z niej dumny. Nie da się jednak ukryć, że jej ojciec umierając ani przez chwilę nie mógł podejrzewać, że politykiem nie zostanie żaden z jego licznych synów, ale córka. Wcale nie jestem przekonana, czy byłby w ogóle w stanie taki stan rzeczy zaakceptować, rozumiem jednak, że dobrze jest przywoływać w pamięci portret ojca i wierzyć w jego wsparcie. Mimo wielu przemian, w Afganistanie wciąż jednak nie jest bezpiecznie, a już na pewno bezpieczne nie jest uprawianie polityki, jeżeli jest się kobietą. Fawzia miała tego świadomość, dlatego właśnie zaczęła pisać listy kierowane do swych córek. Każdy z nich zamyka rozdział tej książki. Matka pisze w nich o roli kobiety we współczesnym społeczeństwie, o swojej rodzinie i jej wsparciu, o tym, że niezależnie od tego, co się jeszcze wydarzy, dziewczynki nie mogą pozwolić zakuć się po raz kolejny w kajdany, nie mogą oddać tego, co z takim trudem zostało zdobyte.
Książka jest niezwykle prawdziwa, momentami też bardzo wzruszająca. Porusza kwestię bynajmniej nie nową, a jednak nie mam wątpliwości, że warto ją przeczytać, bo to właśnie jej autorka ma przede wszystkim prawo opowiedzenia o sytuacji kobiet w Afganistanie, to przede wszystkim ona ma prawo do wszelkich ocen i wniosków. Ona, która żyje w samym środku tamtej rzeczywistości, której my nigdy do końca nie pojmiemy. Fawzia jest bowiem wciąż gorliwą muzułmanką, jej zdaniem islam bynajmniej nie sprowadza kobiet do podrzędnej roli, a idee zawarte w Koranie są regularnie wypaczane przez fundamentalistów. To nie znaczy jednak, że wszystkie jej poglądy są zgodne z tymi powszechnie przyjętymi na Zachodzie. Bywają momenty, kiedy dość trudno pojąć jej sposób rozumowania, a jednak sądzę, że warto mu zaufać, bo to jest jej życie, jej świat i przesłanie dla jej dzieci, tych prawdziwych i duchowych, by nigdy już nie wróciło dawne zło, by otaczający świat każdego dnia zmieniać na lepsze nie czekając, aż ktoś zrobi to za nie.
Wydawnictwo Carta Blanca, 2011