Opowieści prawdziwe
Chiny z perspektywy nizin społecznych"" type="application/rss+xml" href="http://mojabiblioteczka.blox.pl/2012/07/Liao-Yiwu-Prowadzacy-umarlych-Opowiesci-prawdziwe.rss"/>
Recenzje książek z biblioteczki Magdaleny Szyszki
Blog > Komentarze do wpisu

Liao Yiwu
"Prowadzący umarłych
Opowieści prawdziwe
Chiny z perspektywy nizin społecznych"

Chiny to kraj o wielu twarzach. Intrygujący, pociągający, z niezwykle bogatą historią i dorobkiem zarówno cywilizacyjnym, jak i kulturalnym. Jest to jednak wciąż kraj komunistyczny, w którym istnieją polityczni więźniowie, cenzura, zakazane tematy. Aktualnie panuje moda na wychwalanie tego państwa i podkreślanie jego potencjału. W końcu wszyscy niemal chodzimy w chińskich ubraniach, stukamy w klawisze komputerów made in China, a na zorganizowanych wycieczkach podziwiamy wspaniałe, chińskie luksusowe hotele i centra handlowe. Niektórzy nawet twierdzą, że do Chińczyków bardzo wiele nam brakuje. Ta książka pokazuje jednak zupełnie inną twarz Chin, mniej znaną, okrutną, taką, która nie wygląda dobrze w telewizji ani na bilbordach.

Jest to zapis rozmów z ludźmi, którzy żyjąc w Chinach, z różnych powodów zostali zepchnięci na margines. Ludzi, którzy w większości starali się po prostu żyć normalnie, wykonywać swoją pracę, realizować pasję, czasem jednak próbowali mówić zbyt dużo, zbyt wiele widzieli i rozumieli, czasem po prostu z założenia należeli do niewłaściwej opcji, bo urodzili się w takiej a nie innej rodzinie, należeli do mniejszości narodowej, religijnej, byli chorzy czy niepełnosprawni. Rozmowy te są ciekawe same w sobie, bo ich bohaterowie nie są ludźmi szablonowymi, przynajmniej w naszym rozumieniu. Mamy tu dla przykładu zawodowego żałobnika, handlarza żywym towarem, niewidomego grajka, opata buddyjskiego klasztoru, czy wreszcie tytułowego prowadzącego umarłych, którego profesji pozwolę sobie nie objaśniać, by nie zaspokajać zbyt szybko ciekawości potencjalnych czytelników.

Opisywane tu historie są smutne, trudne, nierzadko po prostu przerażające. Są to opowieści o życiu w kraju, który oszalał, nie widzę na to innego określenia. Po przejęciu władzy przez Mao Ze Donga Chińczycy podporządkowali się woli rządzących w większości bezkrytycznie. Kiedy zakazano im posiadania żywności, garnków i gotowania w domach, posłusznie zorganizowali zbiorowe kuchnie, kiedy rozpoczęto akcję budowania na każdym kroku pieców hutniczych, oddawali wszelkie metalowe przedmioty i pilnowali, by robili to również ich sąsiedzi. Czytając o tym aż trudno uwierzyć, by tak łatwo było zapanować nad tak ogromną masą ludzką, by obywatele tak bez żadnej refleksji podporządkowywali się rozkazom, a jednak obraz taki jawi się bardzo wyraźnie. To, co opowiadają rozmówcy autora jest najczęściej po prostu koszmarne. Krew, przemoc, egzekucje, samokrytyki, niewyobrażalny głód, prowadzący wręcz do kanibalizmu, niszczenie tysiącletnich zabytków, a przede wszystkim ogromny i wszechobecny strach, który sprawiał, że to wszystko było w ogóle możliwe.

Owe chińskie „niziny społeczne” w rozumieniu autora wcale nie oznaczają ludzi od innych biedniejszych, mniej wykształconych czy mających mniejsze możliwości. Oznaczają tych, którzy z jakiegoś powodu nie wpasowali się najczęściej w powszechnie obowiązujące schematy, nie ugięli, choć nierzadko oznaczało to tylko opór wewnętrzny, wobec braku możliwości stawienia go w inny sposób. To nie oznacza, że mamy tu do czynienia od razu z wielkim bohaterstwem, choć i tak się zdarza. Część z przedstawionych osób po prostu nie potrafi żyć tak, jak oczekuje tego od nich państwo, nie potrafi podporządkować mu swojej woli, która mimo wszystko pozostaje wolna, inni nie są w stanie sprostać stawianym przez władzę wymaganiom i to z przyczyn zupełnie od siebie niezależnych.

Możemy oczywiście dzisiaj mówić, że w Chinach jest coraz lepiej, że podnoszą się standardy postępowania, niektórzy Chińczycy słyszeli nawet o prawach człowieka. Pozornie w chińskich miastach żyje się dziś jak w wielu innych, nosi dżinsy, chodzi do McDonalda, słucha zagranicznej muzyki i wyjeżdża na studia do Europy albo Stanów Zjednoczonych. Dlaczego więc dawni społeczni wyrzutkowie tak często nadal są na marginesie? Dlaczego państwo nie robi niczego, by choć spróbować zmazać swoje winy wobec tych ludzi?

Przedstawione tu rozmowy są interesujące same w sobie, bo mówią często o nietypowych ludziach i niecodziennych dla nas sytuacjach. Można je oczywiście odbierać jako swoistą ciekawostkę. Dla mnie jednak są one wyrażonym niemal wprost oskarżeniem chińskiego państwa o najgorsze zbrodnie, o śmierć wielu zupełnie niewinnych ludzi, o pozbawienie ich wszelkich praw, upodlenie do granic wytrzymałości, niszczenie wspaniale rozwiniętej kultury, przekłamywanie historii i można by tak wyliczać bez końca. Jest to książka piękna, bo autor niezwykle sugestywnie oddaje opisywane sytuacje, a wiemy, że nie stanowi ona tylko ślepego zapisu wypowiedzi rozmówców. Jest ona jednak zarazem smutna, okrutna i przerażająca, bo tyle w niej zła, tyle bólu, nienawiści przeciwko zwykłemu ludzkiemu pragnieniu, by spokojnie żyć, wychowywać dzieci, realizować się na jakimkolwiek polu, by mieć to, co dla nas często jest tak oczywiste, że w ogóle tego nie zauważamy.

Gorąco polecam tę trudną, ale i niezwykle interesującą wyprawę nie tylko do wnętrza Chin i dusz przedstawionych tu ludzi, ale także w trudną i okrutną przeszłość, o której nigdy i pod żadnym pozorem nie wolno zapomnieć, ani samym Chińczykom, ani nam, zachwycającym się dziś postępami, jakie czyni ich kraj i jego niezwykle szybkim rozwojem.

Wydawnictwo Czarne, 2011

niedziela, 01 lipca 2012, naturegirl

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: wydaje.pl, *.adsl.inetia.pl
2012/07/17 13:03:40
Bardzo interesujący i zaciekawiający opis. Kolejna pozycja do przeczytania w wakacje! :)

link do Syndykat Zbrodni w Bibliotece

Loading
statystyka

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...