Recenzje książek z biblioteczki Magdaleny Szyszki
Blog > Komentarze do wpisu

Śmiech przez łzy
David Nicholls
"Dobry początek" (audiobook)

Od lat książki czy filmy o nieudacznikach cieszą się niesłabnącą popularnością . Lubimy takich bohaterów, bo nas śmieszą, albo pozornie leczą nasze kompleksy. David Nicholls również upodobał sobie ten gatunek ludzi, i oto mamy „Dobry początek”, chociaż, nie jestem wcale pewna, czy taki dobry, w każdym razie dla samego bohatera.

Bryan Jackson jest młodym człowiekiem, który właśnie rozpoczyna niezwykle ważny etap swojego życia, idzie na studia. Opuszcza rodzinny dom, zabierając ostatnią bieliznę kupioną przez mamusię i rzuca się w zupełnie nowe życie i nowy świat. Nie ulega wątpliwości, że musi być pięknie. Będą długie nocne rozmowy o poezji i filozofii, będą niezliczone ilości przykurzonych książek do czytania, wieczne natchnienie do pisania wspaniałych wierszy, seksowne dziewczyny, dla których pójście do łóżka z pryszczatym Bryanem będzie niczym wygrana na loterii. Czy muszę mówić, że rzeczywistość okazuje się zupełnie inna?

Bryan jest człowiekiem nader specyficznym. Z jednej strony to straszliwy kujon, a w każdym razie był nim jeszcze w szkole średniej, z drugiej upijający się notorycznie, zakompleksiony nastolatek, który niemal zawsze przegrywa w starciu z argumentami innych, z własnymi genialnymi pomysłami oraz oczywiście z trądzikiem. Pech jednak chce, że Bryan już pierwszego wieczoru w mieście akademickim poznaje piękną Alice, w której zakochuje się na zabój, oczywiście nie on jeden.

Próby zdobycia serca Alice dostarczają czytelnikowi mnóstwo przedniej zabawy, Bryan bowiem zalicza wpadkę za wpadką, a jedna jest śmieszniejsza i głupsza od drugiej. Jednym ze sposobów na zdobycie lepszej pozycji w studenckim środowisku, a także oczywiście samego obiektu pożądania, jest udział w rozgrywkach uczelnianych, czyli po prostu teleturnieju, w którym przedstawiciele poszczególnych uczelni mogą popisać się swoją wiedzą. Wydawałoby się, że to idealne miejsce dla Bryana, ale i to nie jest wcale takie oczywiste zwłaszcza, że w rozgrywkach bierze też udział jego wybranka.

Po drodze bohater naraża się niemal wszystkim, współlokatorom, profesorom na uczelni, pozostałym członkom drużyny uczelnianej, rodzicom Alice, swoim dawnym przyjaciołom, a nawet własnej matce. Właściwie, pewnie szybciej można by wymienić osoby, którym się nie naraził. Cechą charakterystyczną Bryana jest bowiem to, że w krytycznych chwilach jego narząd mowy ewidentnie traci kontakt z mózgiem, a wychodzą z tego rzeczy wprost nieprawdopodobne. Nie chodzi jednak tylko o to. Bohater, jeśli już zabiera dziewczynę do kina, to na jakiś makabryczny film niemy, jeśli się upija, to do nieprzytomności, po drodze czyniąc rzeczy, których potem bardzo się wstydzi, jeśli już komuś przyłoży, to sam wychodziz tego najbardziej poszkodowany, a jak kupuje hantle, dziewczyna musi mu pomóc donieść je do mieszkania. Sam bowiem wygląda, jakby zaraz miał zejść na zawał. O finale rozgrywek uczelnianych wspominać tu nie będę, bo zepsułabym całą przyjemność z oczekiwania.

Książki tej słuchałam w wersji audio, która zrobiona była dość poprawnie, przyznać jednak muszę, że głos lektora – Kamila Kuli, jakoś mnie nie zachwycał. Może poprzeczkę podniósł tu po prostu Jacek Kawalec, genialnie czytający „Dublera”, a może to po prostu takie tylko moje odczucia i kto inny będzie miał zdanie zupełnie odmienne. Tak czy inaczej sądzę, że tę książkę można było zinterpretować lepiej.

„Dobry początek” to niewątpliwie książka niezwykle zabawna. Mam zresztą wrażenie, że stanowi niejako kolejną wariację na temat wykorzystywany już przez autora, chociażby we wspomnianym już „Dublerze”. Na temat człowieka, któremu jakoś nic nie wychodzi, a im więcej podejmuje starań, tym jest gorzej. Powieść jest pełna sytuacji, które muszą wywołać przynajmniej uśmiech, o ile nie wybuch śmiechu. Historyjek, które można potem opowiadać znajomym prawie jak dowcipy. Tego typu książki mają dla mnie jednak jeszcze jeden aspekt. Przychodzi bowiem zwykle moment, kiedy mimo iż są obiektywnie zabawne, do pewnego stopnia przestają mnie śmieszyć. Pojawia się taki punkt krytyczny, w którym bohatera zaczyna mi być zwyczajnie żal i życzę mu z całego serca, żeby w końcu coś mu się udało, mając jednocześnie bolesną świadomość, że to może nigdy nie nastąpić. Gdyby się tak bowiem postawić w sytuacji podobnego człowieka, gdyby tacy ludzie istnieli naprawdę, ich życie byłoby jednym wielkim koszmarem. Dobrze więc myśleć, że jest to tylko książka, że nikt nie może mieć w życiu aż takiego pecha i aż takiej skłonności do wpadania w tarapaty, a skoro to tylko wymyślona fabuła, to można się bezkarnie śmiać i z niej, i z jej bohatera, któremu przecież i tak to nie zaszkodzi. Śmiejmy się więc, nawet, jeżeli czasem jest to śmiech przez łzy, a kiedy czasem poczujemy się beznadziejni, przypomnijmy sobie Bryana. To może być całkiem niezły sposób na różnorakie kompleksy, przynajmniej doraźnie.

Wydawnictwo Wielka Litera, 2012

poniedziałek, 28 stycznia 2013, naturegirl

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Martyna, *.play-internet.pl
2013/02/14 20:44:19
Ciekawy wpis. Pozdrowionka :)
-
prosperiusz
2013/02/17 10:51:40
Książka wędruje na moją listę "do przeczytania". Pozdrawiam !

link do Syndykat Zbrodni w Bibliotece

Loading
statystyka

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...